Jeśli chcesz poznać moją historię w sposób bardziej szczegółowy - znajdziesz ją tutaj.

Zawsze byłem człowiekiem mocno stąpającym po ziemi, a jednocześnie wrażliwym na otaczających mnie ludzi i rzeczywistość. Od dziecka Rodzice wpoili mi zasadę, że prawda jest nadrzędną wartością i że to  właśnie jej mam zawsze szukać i dociekać za wszelką cenę.

Moje postrzeganie Boga pełne było sprzeczności, ponieważ gdzieś wewnątrz siebie czułem, że On istnieje, a z drugiej strony Jego religijny obraz, jaki przekazywali mi ludzie, bardzo mnie odpychał. Mając zdolność wnikliwej obserwacji i wyciągania wniosków szybko zauważyłem jak dużo zakłamania, fałszu i hipokryzji panowało wśród ludzi określających siebie jako wierzący.

Dodatkowo, pomimo wielu godzin spędzonych na lekcjach religii, nikt nie wytłumaczył mi kim był i po co naprawdę przyszedł na ziemię Jezus. Pod wpływem rówieśników oraz muzyki metalowej, która zaczęła mnie fascynować, nabrałem przekonania, że Jezus – jeśli w ogóle istniał – był szaleńcem i słabeuszem, który pozwolił sobie odebrać życie i że wiara chrześcijańska jest synonimem fałszu, naiwności i słabości.

Jednocześnie, ze względu na swoją wrażliwość, często spotykałem się z niezrozumieniem i odrzuceniem przez otoczenie, co budowało we mnie fałszywe przekonanie o tym, że jestem osobą odmienną i o niższej wartości.
Moją reakcją obronną była wtedy agresja, pogarda dla innych i coraz mocniejsze zagłębianie się w mroczne meandry muzyki metalowej, która dawała mi złudne (choć wtedy nie byłem tego świadomy) poczucie siły, wartości i dominacji.

Wewnętrznej pustki - jakby jakiegoś rodzaju poczucia umierania, którego zaczynałem odczuwać coraz intensywniej, nie były w stanie zapełnić pieniądze, alkohol i inne używki, znajomi, czy nawet moja dziewczyna. Na pewnym etapie mojego życia zdałem sobie sprawę, że chociaż w standardach świata odniosłem sukces i powodzi mi się na na wszystkich płaszczyznach mojego życia, to jednak ciągle żyję z poczuciem niespełnienia, samotności i porażki. Byłem też przekonany, że takiemu grzesznikowi jak ja należy się kara i piekło i że Bóg na pewno mnie przekreślił.
Nieustannie dręczył mnie strach przed śmiercią i obezwładniające uczucie, że moje życie w zasadzie jest bez celu i sensu.


Było to wszystko jak zamknięty krąg, pułapka, z której nie mogłem się wydostać.


W takim właśnie momencie porozmawiał ze mną mój Brat i po raz pierwszy w jasny sposób przedstawił mi Ewangelię – czyli wytłumaczył mi, że Jezus jest Bogiem, który przyszedł na ziemię w postaci człowieka, że poprzez swoją śmierć na krzyżu wziął na na siebie wszystkie moje grzechy, słabości i choroby, i w ten sposób umożliwił mi pojednanie się z Bogiem. Że zmartychwstał - pokonując śmierć.

Powiedział mi też, że Bóg oczekuje ode mnie postawy pragnienia porzucenia grzechu i bezbożnego stylu życia i że tylko ofiara Jezusa może być dla mnie źródłem zbawienia i sprawiedliwości przed Bogiem. Powiedział mi, że niezależnie od złych rzeczy, które w życiu zrobiłem, jest dla mnie nadzieja - jeśli tylko szczerze poproszę Jezusa o pomoc i powierzę Mu swoje życie.

Byłem bardzo dotknięty i później, w swoim pokoju, wyznałem Bogu moje grzechy, przeprosiłem Go za nie i zwróciłem się do Jezusa aby stał się moim Zbawicielem i uznałem, że jest moim Bogiem i Panem.

Ponieważ tkwiłem bardzo głęboko w ciemności, minął rok zanim stanąłem w miejscu, gdzie całym sercem byłem gotowy porzucić "stare" życie i bezwarunkowo poddać się Bogu.

Ta decyzja miała miejsce na SLOT ART FESTIWALU w 2004 roku.


Od tamtej chwili wszystko w moim życiu zaczęło się bardzo dynamicznie zmieniać.

Odeszły strachy, depresja i lęki, z którymi zmagałem się nieustannie, niektóre problemy Bóg zabrał natychmiast, inne pomógł mi pokonać, gdy byłem gotowy na stawienie im czoła.

Przez cały czas, aż do  dzisiaj Jezus nigdy mnie nie zawiódł, nieustannie zaskakuje mnie swoją Dobrocią, Łaską, Wiernością i Cierpliwością.

To, co kiedyś diabeł najbardziej próbował zniszczyć w moim życiu, Bóg przywraca i odbudowuje, to, co było moją słabością, Bóg uczynił moją siłą, gdy zwróciłem się do Jezusa.

Moje cechy, wcześniej odrzucane przez ludzi, jak na przykład wrażliwość, dzisiaj Bóg kierunkuje we właściwy sposób i uczy mnie jak Kochać ludzi, jak im służyć i pomagać.
Sytuacje i problemy, które sam przeszedłem pozwalają mi współczuć innym i dzięki Łasce Jezusa mam zdolność realnej i praktycznej pomocy tym, którzy są najsłabsi, bezbronni i niesprawiedliwie traktowani.

Bóg dał mi wiele pięknych obietnic - o Pokoju, Błogosławieństwie, zdrowej, kochającej Rodzinie, o Życiu, które zaniosę innym. Wiele z nich już się wypełniło i wypełnia, a wiele Jego Dobrych rzeczy jeszcze jest przede mną.

Ale najważniejsze jest to, że mam Ojca w niebie, że nie jestem sierotą, nie jestem sam.

Że moje imię jest zapisane w Księdze Życia, że mam pewność Zbawienia i spędzenia wieczności z Bogiem, że nigdy nie umrę.
Nie boję się już smierci, ponieważ dzięki Jezusowi nie ma już ona nade mną mocy!

„Żyję już nie ja, ale  Chrystus żyje we mnie i życie, którym teraz żyję w ciele jest w wierze w Syna Bożego, który mnie kocha i który wydał siebie samego za mnie.”
List św, Pawła do Galacjan 2:20

 


Ty też możesz mieć PRAWDZIWE ŻYCIE!
Co zrobić aby ŻYĆ?

Jeśli chcesz poznać moją historię w sposób bardziej szczegółowy - znajdziesz ją tutaj.